Accessibility Tools

O tym jak Mikołaj odwiedził nas w przedszkolu.

  • Utworzono 06/12/2024

Był 6 grudnia godz. 11.20 tego dnia o tej godzinie na naszej sali przedszkolnej wielkiej i błyszczącej tak jak nocne Buenos Aires

- które nie chce spać od blasku kolorowych świateł, panował gwar, poruszenie, entuzjazm oraz niezwykle ekspresowe dowieszanie ostatnich dekoracji świątecznych, w pocie czoła z czerwonymi czapkami na głowach trwało porządkowanie sali,  do której niedługo miał  zawitać, wkroczyć wesoły starszy Pan w czerwonym kubraku, białą przerośniętą brodą, pełnym workiem wypełnionym prezentami no i oczywiście z  drewnianą białą rózgą, wykonaną z drzewa niewiadomego pochodzenia rosnącego w jego elfiej wiosce, o której  nikt nie wie, i w krainie gdzie nikt  nie był, nie zawitał.

 Kiedy wszyscy złapali oddech po błyskawicznej akcji upiększania sali w niedalekiej oddali od przedszkola, dochodził, który dało się słyszeć  slaby dźwięk dzwonków. Tak, tak i to  nie był dzwonek pobliskiej remizy strażackiej OSP Jasień lecz najprawdziwsze z prawdziwych dzwonki Mikołaja, który otrzymał ów dzwonki w prezencie od  wróżek zębuszek oraz legendarnych leśnych skrzatów zamieszkujących krainę tam i ówdzie. Ich narastający, magiczny dźwięk informował nas ,iż Mikołaj się zbliżał, że jest w pobliżu, nie daleko, tuż tuż , lecz nikt jeszcze go nie widział. Po zaparkowaniu na dachu przedszkola swoich wielkich  sań w  rozmarzę średniej wielkości vana z ciągnącymi je po przestworzach błękitnego oceanu reniferami ,które  nie tylko potrafią latać ale i  przynoszą dużo radości,  a w  zaprzęgu było ich aż  dziewięć, wiec było to pokaźne stadko parzysto kopnych.

Imion ich  nie będziemy wymieniać bo i tak wszyscy znamy je doskonale i wiemy również, że jeden z nich ma wiecznie czerwony nochal , pewnie ma wieczny katar. Po zaparkowaniu całego zaprzęgu na dachu przedszkola, jego dzwonki były słyszalne bardzo wyraźnie, a jego Ho Ho Ho wesołych świąt moje dzieciaczki rozniosły się echem . Po chwili , białe drzwi prowadzącego do naszej sali zostały otworzone troszkę z leksza z przytupem, a w progu naszego przedszkola stanął on, Pan Mikołaj z workiem wypełnionym  prezentami troszkę, ale naprawdę troszkę spóźniony i nie zasapany  wyczerpującym początkiem dnia. 

Na widok czerwonego stroju, długiej biało szarej  brody, bujnego wąsa  oraz czarnych jak wegiel butów w  błyszczących oczach naszych dzieci widać było radość, nadzieję, entuzjazm, zaciekawienie.

Pan Mikołaj przywitał się ze wszystkimi zgromadzonymi dziećmi  nauczycielami, po czym zasiadł jako wielce strudzony wędrowiec na wcześniej przygotowanym drewnianym przedszkolnym fotelu ,,krześle,, pod choinką z ozdobami , które zostały nam podarowane przez rodziców dzieci z naszych grup przedszkolnych.Po chwili odpoczynku naszego niezłomnego podróżnika, który podobno od IX wieku przynosi radość i  nadzieję przyszedł czas na obdarowanie prezentami oczekujące na to niezwykle wydarzenie dzieci.

Wszystkie dzieci z naszego oddziału jaki I grupa zerowkowa otrzymały worek z pysznościami w darze od Mikołaja. W podziękowaniu za prezenty  śpiewaliśmy kolędy oraz wręczaliśmy Mikołajowi własnoręcznie zrobione laurki. W oczach Mikołaja widać było wzruszenie i nie dało się  niw dostrzec snującej się po policzku łzy. Z wielką niechęcią opuścił nasze przedszkole, a żegnając się z nami  zawołał Ho Ho Ho do następnego roku, moje robaczki, po czym znikł, a wraz z nim renifery i sanie wielkości średniego  vana.

A dla wszystkich niedowiarków powyższego spotkania poniżej zamieszczamy zdjęcia, z magicznej wizyty Mikołaja w naszym przedszkolu za jego osobistą zgodą. Oczywistą rzeczą jest ,iż zdjęć zaprzęgu stada reniferów jak i samych sań wielkości średniego vana nie mamy , bo jak sami wszyscy dobrze  wiemy są one  niewidzialne, ale to już zupełnie inna historia.

Read 719 times
Share

Related items

Top
Używamy plików cookie, aby ulepszać naszą stronę internetową. Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na używanie plików cookie. More details…